poniedziałek, 16 września 2013

#5

Facet który zakazał mi w pewnym sensie mówić stanął przede mną i powiedział:
-Niezła przygoda co? - ironia w jego głosie sprawiła, że miałam ochotę uderzyć go w twarz - Ale wiesz, że zachowałaś się idiotycznie? No co nic nie mówisz, dawaj, dawaj!
-Haha przepraszam? Co to miało być? Jacyś idioci wsadzają mnie do samochodu i kneblują potem zawijają w prześcieradło, następnie z niego rozwijają tak że sobie głowę rozbijam i nie wiedzą co robić? To dopiero jest idiotyczne, a moje zachowanie jest od takiego dalekie.- byłam twarda i mocna w słowach, nie chciałam dawać im satysfakcji.
-Ci 'idioci' to nasi ludzie, dla Twojej informacji. - szorstko odpowiedział.
-Ah więc skoro oni są idiotami to wy wszyscy też musicie nimi być.- walka dopiero się zaczęła, pomyślałam.
-Wolisz być z głupkami od Cedrica?
-Jeśli nie rozbijają głów i nie kneblują to...
-Oni od razu zabijają takich jak ty.
-Takich jak ja? To kim ja jestem? Zwykłą 17-latką której marzy się bycie kimś więcej niż tylko człowiekiem?
-Najwyraźniej.
-Po co ta cała gadka? Zabijcie mnie i do widzenia, bo mam już dość tych waszych głupich telefonów i podjeżdżania pod mój dom każdego wieczoru.
-Słucham?- i znów ironia.
-To ja słucham. Czemu się tu znalazłam? Przekażcie mojemu bratu że tu jestem czy coś, bo jak na razie to mi się u was nudzi. I proszę o zaopatrzenie mojej głowy.
-Rick nie patrz tak na nią tylko jej pomóż. Co ty się zakochałeś czy jak? -wszyscy wybuchli śmiechem- A co do Twojego brata to on o wszystkim wie. Will zapraszam, twoja chwila.
Do pomieszczenia wszedł mój brat. Teraz mogłam dostrzec jaki był przystojny w każdym calu. Opalony blondyn i te niebieskie uwodzące oczy. Zupełnie nie mój brat. Umięśniony , wysportowany- ideał. W ręku trzymał karabin i uśmiechał się łobuzersko. Biała bokserka i wisiorek typowy dla raperów, których słucha , rurki i vansy - strój jak zwykle dobrany. Z zachwytem na niego patrzyłam, ale udawałam że nie robi na mnie wrażenia.
-Hejka mała!- wykrzyknął i przytulił mnie.
-Ostrożnie to boli!- krzyknęłam na niego. - Mógłbyś mi to wytłumaczyć?
-Ale co?
-To czemu tu się znajduję, kim są ci ludzie i czemu jestem oszpecona?!
-Usiądź i posłuchaj......

sobota, 14 września 2013

#4

Dojechaliśmy chyba na miejsce. Samochód stanął przed jakimś wypasionym hotelem. Fiu, fiu- pomyślałam. Dwaj mężczyźni wysadzili mnie z auta i zaprowadzili na tył budynku. Jeny, robi się groźnie. Przez całą drogę zastanawiałam się gdzie jest Will?! Jako że miałam zaklejone usta, nie mogłam nic powiedzieć, a szkoda miałam taką ochotę na pogawędkę z tymi ludźmi.
Gdy znaleźliśmy się na tyłach budynku zawinęli mnie zwinnie w jakieś prześcieradło i wnieśli przez metalowe drzwi do budynku. Długo szliśmy przez ciemny korytarz, potem szliśmy do góry.
Potem weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia i zostałam brutalnie rozwinięta z prześcieradła i w efekcie tego mocno uderzyłam głową o ziemię. Zasłonięto mi oczy, poczułam że krwawi mi głowa. Serce mi stanęło. Co za idioci, marnują mój czas i zdrowie na swoje głupie gierki?! Dałam się podejść jak małe dziecko. Teraz się wykrwawię albo dostanę wstrząśnienia mózgu. Mam rozbitą głowę, a oni nic nie robią?!
-Ej Eddie ona krwawi!- wykrzyknął któryś z nich. No wreszcie się ktoś mną zainteresował.
-Szef nas zabije. Idź po lekarza. - powiedział drugi.
Zaczęłam się miotać.
-Ejej ogarnij się, tylko pogarszasz sprawę!- krzyknął na mnie. Łzy poleciały mi po policzkach. Ja chce do domu!
-Nie płacz. Bądź twarda!- to było najgorsze co mógł w tej sytuacji powiedzieć. Łatwo mu mówić. To nie on został 'porwany' i nie on ma rozbitą głowę.
Usłyszałam czyjeś kroki.
-Nie ma lekarza! Szef powiedział że mamy ją przynieść, bo spytałem go gdzie jest lekarz. -powiedział przybysz.
-Głupek! Będzie wściekły!-zirytował się drugi.
-Pytał po co lekarz powiedziałem że chcemy zrobić jej przegląd, a on powiedział że mamy ją natychmiast przynieść bo zginiemy...
-Nie mamy innego wyjścia! Bierzemy ją!
-Tak czy tak zginiemy, za to co jej zrobiliśmy. Więc co za różnica czy poleży tu czy u niego?
-Ona może umrzeć jak ją zostawimy. A wtedy to już w ogóle zginiemy! Bierz nogi! Ostrożnie!
Poczułam że unoszę się w górę. Zaraz potem poczułam że mam czymś zawijaną głowę, a potem że ruszam się z miejsca. Więc oni mnie niosą do tego całego szefa. To jest chore!
Poczułam że wchodzimy do nowego pomieszczenia. Usłyszałam kilka dziwnych szmerów, a potem krzyk.
-CO WY ŻEŚCIE DO CHOLERY Z NIĄ ZROBILI?! CZEMU ONA MA NA GŁOWIE PRZEŚCIERADŁO?!-wykrzyknął jakiś człowiek,chyba ten cały szef.
-A to taka tam ozdoba...-tłumaczyli się.
-Zdejmij jej to wygląda jak kretynka!- zero reakcji. - Dobra, ja to zdejmę. - Poczułam że ktoś zrywa z mojej głowy prześcieradło.
-Czemu ją zakneblowaliście, i czemu jej głowa krwawi?- widać że był zły.
-To był wypadek, a kneblowanie to tak żeby umilkła, bo podobna jest gadatliwa...-tłumaczył się któryś z nich.
-Rozwiążcie ją a ty Rick pomóż koleżance, jest w końcu w twoim wieku, dogadacie się. - młodzież jako tania siła robocza? Nie wierzę...
Nagle zobaczyłam pochylonego nade mną przystojnego 19-latka. To jest ten cały Rick? Niech mi lepiej pomoże z tą głową bo zaczynam gadać w myślach głupoty.
Z leżącej pozycji zmieniłam ją na stanie. Rozwiązali mi nogi i ręce. Na końcu buzię.
-Czy chciałabyś coś powiedzieć? - spytał jakiś facet też całkiem przystojny.
-No śmiało, śmiało.
-Od czego by tu zacząć?-zapytałam.
-Najlepiej od niczego..-odezwał się głos, a z ciemności wynurzył się chłopak ok.dwudziestki.

piątek, 13 września 2013

#3

Po skończonej pracy u mojej przełożonej, postanowiłam z nią porozmawiać o zaistniałej sytuacji. Na pewno coś wiedziała, nie bez powodu u niej pracowałam. Zeszłam więc na dół i umyłam ręce, a potem udałam się na taras, do pani Digins.
-Przepraszam, nie chciałabym przeszkadzać...-powiedziałam słodkim głosem.
-Ohh Hay, jak miło że przyszłaś, może ciasta?- zaproponowała Helen.
-Poproszę.-usiadłam.-Widzi pani chciałabym z panią porozmawiać.
-Tak a o czym?-w jej głosie słychać było zmartwienie. Była dla mnie jak babcia. Zawsze wspierała, mogłam jej wszystko powiedzieć. Nałożyła ciasto na porcelanowy talerzyk i uśmiechnęła się do mnie.
-To coś poważny temat, wiem że pani coś wie...- zabrałam się do jedzenia.
-Wiem dość dużo rzeczy nie chwaląc się oczywiście...- zawsze się chwaliła, w końcu to hrabina-dama.
-Oczywiście. Chodzi mi o tą sytuację, no wie pani - ze mną, z Willem, z rodzicami...-westchnęłam.
-Tęsknisz za rodzicami?- zapytała.
-Nie no co pani. Zresztą nie ważne. Dziękuję za ciasto, było pyszne. A teraz muszę iść bo Will ma wkrótce przyjechać. Do widzenia!-wybiegłam z domu.
Zaczęłam płakać. Nigdy nie zatęsknie za rodzicami, bo po prostu nie mam z nimi wspomnień. Zbiera mi się na wymioty gdy widzę szczęśliwe rodziny, a co dopiero swoich rodziców.
Nagle pod dom pani Digins podjechał ciemny BMW. Pomyślałam sobie- Woow, pewnie szofer pani Digins. Ale to co wkrótce miało się wydarzyć zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, niż sam wygląd samochodu i zdecydowanie było to większe WOW niż w stosunku do owego auta.
Szyba się otworzyła i ktoś nieznajomy spytał:
-Hayley Collins?
-Możliwe, zależy o co chodzi?
-Zapraszam do środka, mamy dla pani kilka ciekawych informacji.
-Ale kim pan jest? Nie rozmawiam ze znajomymi. Przepraszam. Odeszłam. Usłyszałam strzał z pistoletu. Zamurowało mnie. Odwróciłam się za siebie.
-Może jednak pani wsiądzie? Nie mamy zbyt wiele czasu.-powiedział mężczyzna.
-Ale kim pan jest halo no?
-Dowie się pani w środku. Zapraszam...- odtworzyły się drzwi.
Wzięłam do ręki telefon i napisałam szybkiego SMS-a do brata, że wsiadam do jakiegoś nieznajomego auta.
Zajęłam miejsce. Drzwi zatrzasnęły się, a auto ruszyło z gazem. Ktoś związał mi ręce i dobierał się do ust, a ja zdołałam tylko wydusić:
-Czy to porwanie?!
-To ma wyglądać na porwanie, wszystko wytłumaczymy pani na miejscu.
Zdziwiło mnie to i zdecydowanie zamurowało.

poniedziałek, 2 września 2013

#2

Poszłam więc schodami do góry, do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i odczekałam chwilę. Myślałam o całej tej dziwnej sytuacji, o niespodziewanym pojawieniu się Will'a ,a w końcu o jego problemie. Zastanawiało mnie co to mogło być. Na pewno nie łamanie prawa. Nigdy mnie w to nie mieszał.
Nie chcąc tracić czasu ubrałam rurki z Big Stara, luźną koszulę i kowbojki. Szybko przeczesałam włosy i związałam wysoko w kitek. Ułożyłam sobie grzywkę, musnęłam rzęsy maskarą, a usta błyszczykiem, psiknęłam się perfumem od Klein'a i spakowałam torbę. Zbiegłam na dół.
Kicia dostała swoje jedzenie, pies spał. Brakowało Will'a. Nagle usłyszałam trąbienie. Czas na mnie, pomyślałam i wybiegłam zamykając za sobą drzwi.
-Mogę do przodu?- spytałam brata.
-Plebs zwykle jeździ z tyłu, ale Ci ustąpię.- ironicznie odpowiedział.
-Dzięki za łaskę , panie.- z hukiem otworzyłam drzwi od starego jeepa dziadka którego nam zostawił po podróży.
Will w momencie gdy zamknęłam drzwi odpalił silnik.
-To gdzie mieszka ta pani Digins?-zapytał bez przekonania.
-W okolicach jeziora Huggens. -odpowiedziałam oschle.
-Aaa, będzie się można pokąpać.
-Wysadź mnie przy jeziorze, dalej dojdę sama.
-Jak zwykle uparta...-westchnął.
-Chyba musisz mi coś powiedzieć. - chciałam jak najszybciej poznać ten jego straszny problem.
-Nie sądzę. -udawał- jak zwykle.
-Ale ja sądzę. Jesteś mi to winien.
-Haha! Dobre!-zaczął się głupkowato śmiać.
-Twój problem to...- oczekiwałam konstruktywnej odpowiedzi.
-To? Na prawdę tak to cię interesuje? Moje problemy? -udawał zdziwienie.
-Wyobraź sobie że tak. Mimo wszystko jesteśmy rodzeństwem. A rodzeństwo się wspiera. My tego nie postrzegamy tak jak powinniśmy.- zaczęłam i szybko skończyłam wykład.
-A jak powinniśmy? Nigdy nie byliśmy zgodni...- chyba uczucia zaczęły brać górę.
-Może czas to zmienić? Jesteśmy młodzi, to nie nasza wina, że nasze dzieciństwo wyglądało tak jak wyglądało.
-Nie zganiaj wszystkiego na rodziców. To nie ich wina!
-Chyba jednak ich...
-Masz rację...Przez całe życie ich z nami nie było, wychowywała nas babcia, potem dziadek, na zmianę ciocia, wujek itp. Myślisz że babcia zginęła przypadkiem?! Że morderca nie chciał w nią trafić?! Ja myślę inaczej, mam swoje podejrzenia i tu właściwie leży mój problem. Rodzice pojawiali się w naszym życiu tylko kilka razy do roku, może kilkanaście i ja mam ich nazywać rodzicami?! Wyrosłem na kogo wyrosłem, jestem już lepszy, ale niczego im nie zawdzięczam. Co z tego że dają mi pieniądze?! One mi ich nie zastąpią! Najbardziej kocham Ciebie. Mimo tych miliona głupich kłótni ty jesteś mi najdroższa. Dlatego tu przyjechałem bo tęskniłem. Chciałem zobaczyć te zielone oczy które robiły wrażenie na każdym, te miodowe oczy które przyciągały słodkie spojrzenia, te malinowe usta, które chciałoby się zjeść, te piegi świadczące o radości! Wszystko! Wszystko jest jak z bajki. Tylko że do dziś nie wiem kim z zawodu są nasi rodzice! Nie są bizmesmenami o nie! Sprawdzałem to nie dawno i nie ma nikogo takiego w tym zawodzie o tym nazwisku.Kim więc są? Czemu nas oszukują? Czemu babcia zginęła z rąk porywacza i mordercy? Czy nam coś grozi? To jest ten problem.
-Wooow. Niezła gadka. Taka emocjonująca. Wzruszyłam się i nie mówię tego dla żartów. Ostatnio, od dwóch tygodni prześladują mnie głuche telefony a pod dom podjeżdża ciągle czarny samochód. To nie jest przypadek.
-Wiedziałem, dlatego też przybyłem. Mam dla ciebie pewne informacje ale teraz odwiozę cię do pani Digins, ona już o wszystkim wie, a w czasie gdy ty będziesz bezpieczna, zabezpieczę twój dom, bo nie mamy wiele czasu.
-Will, o co tu chodzi?!
-Wysiadaj. Pani Digins już nam macha.
Ostro zahamował.  Wysiadłam. Odjechał. Stałam tak w miejscu, po czym po chwili usiadłam. O kurczaki no i co teraz? Co ze mną będzie? Policja? Czy ona już wie?
Wstałam i poszłam do pani Digins, która przywitała mnie herbatką. Trochę pogadałyśmy po czym zabrałam się do pracy.

POSTARAM SIĘ NIEBAWEM DODAC KOLEJNY ROZDZIAŁ NIE WIEM JEDNAK KIEDY TO NASTĄPI MOŻLIWE ŻE DOPIERO W SOBOTĘ PRZEPRASZAM WAS BARDZO ALE ZAPOWIADA SIĘ DUŻO NAUKI ITP. , NIE BÓJCIE SIĘ NIE BĘDZIE TU SUPER AGENTÓW TO BĘDZIE REALNE OPOWIADANUE ZADYNCH POTWORÓW :)

niedziela, 1 września 2013

Koniec wakacji :C

Hej Wam ^.^
Za parę... paręnaście godzin będziemy wszyscy zebrani w szkole na sali gimnastycznej, czy przed szkołą na sali gimnastycznej. To będzie niechciane wydarzenie dla wielu, wielu, wielu, wielu nastolatków. Kolejne 10 miesięcy nauki, te niechciane poniedziałki i długo oczekiwane piątki. 

Lecz pomyślcie tylko, że kolejne 10 miesięcy do bycia dorosłym. Wtedy, jeśli nie chcecie pracować i być na utrzymaniu swoich rodziców- macie wolność 24 godziny na dobę :) Teraz każdy dorosły w sklepie mówi mi- "I co, kiedy idziecie do szkoły?" "No i już za chwilę do szkoły..." 

PO CO MI TO MÓWIĄ?
Ja mam jeszcze wakacje :) I zamierzam z nich korzystać i nie słyszeć o szkole. Ja będę się nimi cieszyć do samego końca. I nikt, ani nic tego nie zmieni. Fajnie się spotkać z niektórymi osobami, ale jak widzę niektóre twarze, to mam ochotę zwymiotować nimi (w tym nauczyciele) 
To będzie straszne uczucie dla niektórych, że muszą tak wcześnie wstawać. (Ja nie mam z tym problemu :)) Zacznie się dźwiganie ciężarów. Zacznie się przepisywanie lekcji na lekcjach i w szkolnych toaletach... Zacznie się odpytywanie. 

ZACZNIE SIĘ ZGROZA!!

APOKALIPSA!! 

Fajnie pomarzyć, że kiedyś jak nikogo nie będzie w szkole, taki sobie samolot wleci w nią... :> (No co? Każdy ma marzenia. Ja mam takie większe) 
Mam nadzieję, że nauczyciele zrobią choć +1 więcej nieprzygotowań :c 



Pisałam ten post wczoraj, lecz dokańczam go dzisiaj. To już dziś. Wstałam o piątej, chyba ze stresu... ^^ Już dzisiaj, galowo ubrani będziemy witać nowych nauczycieli, dawną dyrektorkę, naszego wychowawcę... Będziemy mieli nową klasę, historyczno-techniczną. Bardzo się cieszę. Bardzo... -,- Pewnie dojdzie kilka osób, bo tamta sala była 3x mniejsza. Mam okropny piórnik, ale pojemny (buahahhaaahahhahaha) I znów czeka mnie jakieś 300 metrów do szkoły, i z powrotem. Fajnie. Ale jeszcze chyba 299 do wakacji! 



CIESZMY SIĘ Z MAŁYCH RZECZY, BO WZÓR NA SZCZĘŚCIE W NICH ZAPISANY JEST.