Po skończonej pracy u mojej przełożonej, postanowiłam z nią porozmawiać o zaistniałej sytuacji. Na pewno coś wiedziała, nie bez powodu u niej pracowałam. Zeszłam więc na dół i umyłam ręce, a potem udałam się na taras, do pani Digins.
-Przepraszam, nie chciałabym przeszkadzać...-powiedziałam słodkim głosem.
-Ohh Hay, jak miło że przyszłaś, może ciasta?- zaproponowała Helen.
-Poproszę.-usiadłam.-Widzi pani chciałabym z panią porozmawiać.
-Tak a o czym?-w jej głosie słychać było zmartwienie. Była dla mnie jak babcia. Zawsze wspierała, mogłam jej wszystko powiedzieć. Nałożyła ciasto na porcelanowy talerzyk i uśmiechnęła się do mnie.
-To coś poważny temat, wiem że pani coś wie...- zabrałam się do jedzenia.
-Wiem dość dużo rzeczy nie chwaląc się oczywiście...- zawsze się chwaliła, w końcu to hrabina-dama.
-Oczywiście. Chodzi mi o tą sytuację, no wie pani - ze mną, z Willem, z rodzicami...-westchnęłam.
-Tęsknisz za rodzicami?- zapytała.
-Nie no co pani. Zresztą nie ważne. Dziękuję za ciasto, było pyszne. A teraz muszę iść bo Will ma wkrótce przyjechać. Do widzenia!-wybiegłam z domu.
Zaczęłam płakać. Nigdy nie zatęsknie za rodzicami, bo po prostu nie mam z nimi wspomnień. Zbiera mi się na wymioty gdy widzę szczęśliwe rodziny, a co dopiero swoich rodziców.
Nagle pod dom pani Digins podjechał ciemny BMW. Pomyślałam sobie- Woow, pewnie szofer pani Digins. Ale to co wkrótce miało się wydarzyć zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, niż sam wygląd samochodu i zdecydowanie było to większe WOW niż w stosunku do owego auta.
Szyba się otworzyła i ktoś nieznajomy spytał:
-Hayley Collins?
-Możliwe, zależy o co chodzi?
-Zapraszam do środka, mamy dla pani kilka ciekawych informacji.
-Ale kim pan jest? Nie rozmawiam ze znajomymi. Przepraszam. Odeszłam. Usłyszałam strzał z pistoletu. Zamurowało mnie. Odwróciłam się za siebie.
-Może jednak pani wsiądzie? Nie mamy zbyt wiele czasu.-powiedział mężczyzna.
-Ale kim pan jest halo no?
-Dowie się pani w środku. Zapraszam...- odtworzyły się drzwi.
Wzięłam do ręki telefon i napisałam szybkiego SMS-a do brata, że wsiadam do jakiegoś nieznajomego auta.
Zajęłam miejsce. Drzwi zatrzasnęły się, a auto ruszyło z gazem. Ktoś związał mi ręce i dobierał się do ust, a ja zdołałam tylko wydusić:
-Czy to porwanie?!
-To ma wyglądać na porwanie, wszystko wytłumaczymy pani na miejscu.
Zdziwiło mnie to i zdecydowanie zamurowało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz