sobota, 14 września 2013

#4

Dojechaliśmy chyba na miejsce. Samochód stanął przed jakimś wypasionym hotelem. Fiu, fiu- pomyślałam. Dwaj mężczyźni wysadzili mnie z auta i zaprowadzili na tył budynku. Jeny, robi się groźnie. Przez całą drogę zastanawiałam się gdzie jest Will?! Jako że miałam zaklejone usta, nie mogłam nic powiedzieć, a szkoda miałam taką ochotę na pogawędkę z tymi ludźmi.
Gdy znaleźliśmy się na tyłach budynku zawinęli mnie zwinnie w jakieś prześcieradło i wnieśli przez metalowe drzwi do budynku. Długo szliśmy przez ciemny korytarz, potem szliśmy do góry.
Potem weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia i zostałam brutalnie rozwinięta z prześcieradła i w efekcie tego mocno uderzyłam głową o ziemię. Zasłonięto mi oczy, poczułam że krwawi mi głowa. Serce mi stanęło. Co za idioci, marnują mój czas i zdrowie na swoje głupie gierki?! Dałam się podejść jak małe dziecko. Teraz się wykrwawię albo dostanę wstrząśnienia mózgu. Mam rozbitą głowę, a oni nic nie robią?!
-Ej Eddie ona krwawi!- wykrzyknął któryś z nich. No wreszcie się ktoś mną zainteresował.
-Szef nas zabije. Idź po lekarza. - powiedział drugi.
Zaczęłam się miotać.
-Ejej ogarnij się, tylko pogarszasz sprawę!- krzyknął na mnie. Łzy poleciały mi po policzkach. Ja chce do domu!
-Nie płacz. Bądź twarda!- to było najgorsze co mógł w tej sytuacji powiedzieć. Łatwo mu mówić. To nie on został 'porwany' i nie on ma rozbitą głowę.
Usłyszałam czyjeś kroki.
-Nie ma lekarza! Szef powiedział że mamy ją przynieść, bo spytałem go gdzie jest lekarz. -powiedział przybysz.
-Głupek! Będzie wściekły!-zirytował się drugi.
-Pytał po co lekarz powiedziałem że chcemy zrobić jej przegląd, a on powiedział że mamy ją natychmiast przynieść bo zginiemy...
-Nie mamy innego wyjścia! Bierzemy ją!
-Tak czy tak zginiemy, za to co jej zrobiliśmy. Więc co za różnica czy poleży tu czy u niego?
-Ona może umrzeć jak ją zostawimy. A wtedy to już w ogóle zginiemy! Bierz nogi! Ostrożnie!
Poczułam że unoszę się w górę. Zaraz potem poczułam że mam czymś zawijaną głowę, a potem że ruszam się z miejsca. Więc oni mnie niosą do tego całego szefa. To jest chore!
Poczułam że wchodzimy do nowego pomieszczenia. Usłyszałam kilka dziwnych szmerów, a potem krzyk.
-CO WY ŻEŚCIE DO CHOLERY Z NIĄ ZROBILI?! CZEMU ONA MA NA GŁOWIE PRZEŚCIERADŁO?!-wykrzyknął jakiś człowiek,chyba ten cały szef.
-A to taka tam ozdoba...-tłumaczyli się.
-Zdejmij jej to wygląda jak kretynka!- zero reakcji. - Dobra, ja to zdejmę. - Poczułam że ktoś zrywa z mojej głowy prześcieradło.
-Czemu ją zakneblowaliście, i czemu jej głowa krwawi?- widać że był zły.
-To był wypadek, a kneblowanie to tak żeby umilkła, bo podobna jest gadatliwa...-tłumaczył się któryś z nich.
-Rozwiążcie ją a ty Rick pomóż koleżance, jest w końcu w twoim wieku, dogadacie się. - młodzież jako tania siła robocza? Nie wierzę...
Nagle zobaczyłam pochylonego nade mną przystojnego 19-latka. To jest ten cały Rick? Niech mi lepiej pomoże z tą głową bo zaczynam gadać w myślach głupoty.
Z leżącej pozycji zmieniłam ją na stanie. Rozwiązali mi nogi i ręce. Na końcu buzię.
-Czy chciałabyś coś powiedzieć? - spytał jakiś facet też całkiem przystojny.
-No śmiało, śmiało.
-Od czego by tu zacząć?-zapytałam.
-Najlepiej od niczego..-odezwał się głos, a z ciemności wynurzył się chłopak ok.dwudziestki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz